VIDEO — 11 maja, 2021 at 10:40 am

Świat nietypowego złoczyńcy

Przywykliśmy do tego, że filmy o seryjnych mordercach wzbudzają w nas skrajne emocje. Przeważnie jednak oglądamy je pełni lęku i niedowierzania zaskoczeni tym, jak okrutni potrafią być ludzie. Luis Ortego w argentyńsko-hiszpańskim filmie „Anioł” również nawiązuje do motywu jednostki wkraczającej na drogę zbrodni. Wybiera jednak znacznie mniej oczywistego bohatera, a co za tym idzie,  również my otrzymujemy film, który zrywa z wieloma schematami. Co warte podkreślenia, osoby, które chcą go obejrzeć, nie muszą już zastanawiać się nad tym, jak to zrobić. „Anioł” dostępny jest w legalnej dystrybucji dzięki możliwościom telewizji internetowej.

tablet photo

Morderca o twarzy anioła

Choć opowieść, inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, zabiera nas w podróż śladami seryjnego mordercy, przed którym na początku lat siedemdziesiątych drżała Argentyna, jej tytuł nie jest wcale aż tak przewrotny, jak mogłoby się to nam wydawać. Tytułowy „Anioł”, którego poznajemy jako siedemnastoletniego Carlito jest zepsuty, a jego zamiłowanie do przekraczania granic w zbrodniczym świecie, budzi przerażenie. Carlito ma jednak również coś, czego nie posiadają inni bohaterowie filmów o zbrodniarzach. Tym czymś jest delikatna uroda i twarz anioła z barokowych malowideł. Nie wygląda, jak ktoś, kto z premedytacją jest w stanie pozbawić życia. Trudno też uwierzyć, patrząc na niego, że jest w stanie zabić bez powodu, tylko po to, aby poczuć chwilową przyjemność, jaką daje moment, w którym pociąga się za spust pistoletu. 

W poszukiwaniu motywów

Ortega jest na tyle dobrym reżyserem, aby wiedzieć, że klasyczny film biograficzny nie musi wcale oddawać złożoności postaci. Świadomie zrywa więc z najbardziej charakterystycznymi cechami tego gatunku. Jeśli interesuje nas życie pierwowzoru tytułowego „Anioła”, musimy liczyć się z tym, że poznamy jedynie jego fragmenty. Jeśli jednak zależy nam na tym, aby wgryźć się w duszę argentyńskiego złoczyńcy, trudno o lepszy sposób niż obejrzenie filmu Ortegi. Reżyser toczy zresztą rozgrywkę ze swoimi widzami. Przewiduje, jak możemy próbować usprawiedliwić Carlosa i podąża tropami, które wydają się zarówno mniej, jak i bardziej oczywiste. Poznajemy rodziców głównego bohatera, jego mentora (w tej roli doskonały Chino Darin), kobiety, które mogły odcisnąć piętno na jego życiu oraz ukryte namiętności Carlosa. I choć sam bohater zapewnia nas z ekranu, że nie kieruje nim żadna wyższa idea, Ortega nie zmusza nas do uwierzenia mu na słowo pozwalając nam zajrzeć w głąb jego życia. Dzięki takiemu zabiegowi na film składa się nie tylko wartka akcja, którą możemy śledzić z zapartym tchem, ale również pewna doza psychologicznej refleksji. Ta niejednoznaczność to zresztą jeden z powodów, dla których „Anioł” jest filmem tak nieprzeciętnym.